The Legend of Zelda: A Link Between Worlds – recenzja

 
 
W skrócie
 

Podsumowanie: The Legend of Zelda: A Link Between Worlds jest z jednej strony wycieczką w przeszłość. Z drugiej, wprowadzenie swobody w odkrywaniu świata, posiadanie całego wyposażenia na życzenie, nowa mechanika transformacji do dwóch wymiarów i dogodny system zapisu stanu gry sprawiają, że potencjalnie odsmażany kotlet smakuje wyśmienicie.
 
Ocena
 
 
 
 
 
5/5


User Rating
25 total ratings

 

Plusy


Swoboda w odkrywaniu świata; Świetna mechanika wnikania w ściany; Oprawa audio - wideo

Minusy


Troszkę mogła by być dłuższa


0
Posted 1 grudnia 2014 by

 
Pełny artykuł
 
 

The Legend of Zelda: A Link Between Worlds to ostatnia odsłona, zasłużonej dla świata gier wideo serii, wydana pod koniec 2013 roku. Przeznaczona na mniejsze ekrany 3dsa, znów proponuje nam znaną i lubianą formułę rozgrywki. Równocześnie wprowadza odpowiednią dawkę nowości, która sprawia, że tytuł jest wciąż świeży. Świat jest znajomy, szczególnie dla tych którzy pamiętają A Link to the Past na SNESa (1992 r.). Rzecz dzieje się dokładnie w tym samym świecie, sześć generacji po tamtych wydarzeniach.

Mój jedyny screen z własnego 3dsa. Dlaczego to musi być tak trudne Nintendo? Pozostałe zrzuty za uprzejmością (podejrzewam) GameInformer.

Mój jedyny screen z własnego 3dsa. Dlaczego to musi być tak trudne Nintendo? Pozostałe zrzuty za uprzejmością (podejrzewam) GameInformer.

Fabuła jest typowo „zeldowa”, a więc niezbyt skomplikowana. Królestwo Hyrule zostało po raz kolejny zaatakowane. Pojawia się nowy antybohater Yuga, który posiada moc zamieniania ludzi w obrazy. Najważniejsze w królestwie osoby, w tym księżniczka Zelda zostają wprawieni w ramę. Link nie ma innego wyjścia, niż ruszyć w podróż i uratować sytuację. Na szczęście otrzymuje od tajemniczej postaci – Rovio, w stroju różowego królika (sic!) pierścień, który pozwala nam przeniknąć w dwuwymiarowy świat, kiedy tylko chcemy.
Co więcej okazuje się, że w różnych miejscach królestwa pojawiają się szczeliny prowadzące do mroczniejszej, lustrzanej wersji królestwa – Lorule. Dzięki nowej umiejętności Link może podróżować między światami, a samo wnikanie w ściany jest tu gwoździem programu i często wymaga od nas kreatywnego, przestrzennego myślenia.

zelda1

Mechanika gry przez lata niewiele się zmieniła. Zwiedzamy Hyrule i Lorule, odkrywamy nowe ścieżki, szukamy ukrytych kawałków serc i rozrzuconych po świecie skorupiaków. Nowością jest możliwość korzystania ze wszystkich rodzajów broni niemal od samego początku gry. Sprzęty takie jak: bumerang, bomby, różdżki czy łuk, możemy wynająć lub kupić. Wynajęte przedmioty kosztują znacznie mniej, ale są nam zabierane, gdy zginiemy. Nie jest to fajne, szczególnie gdy akurat stanie się to przy walce z bossem. Możliwość korzystania z całego wyposażenia związane jest z tym, że w mamy swobodę w kolejności przechodzenia podziemi. Każdy z nich jest powiązany z danym typem broni, bez której sobie nie poradzimy. Wystarczy jednak wynająć odpowiedni przedmiot i już możemy próbować przejść daną lokację.

zelda2

Podziemi jest chyba 8 czy 9 licząc z zamkami i mniej więcej tyle godzin potrzeba na przejście całej gry. Nie jest to dużo, ale ja jako gracz z małą ilością czasu, nie mogę na to narzekać. Takich ukłonów w stronę krótszych posiedzeń z grą jest więcej. Punkty zapisu służą jednocześnie jako teleportery. A gdy akurat nie jesteśmy w pobliżu jednego z nich, możemy wezwać czarownicę, która szybko nas przeniesie tam, gdzie chcemy na swojej miotle. Z podziemi zawsze łatwo wyjść, zapisać grę i wejść z powrotem.

zelda3

Same podziemia są ciekawie zaprojektowane. Każdy z nich wymaga od nas lekkiego główkowania. Zagadki jednak nie są jakoś szczególnie wymagające. Bardzo fajne są sekcje, gdzie kreatywnie trzeba wykorzystywać przechodzenie z trójwymiaru do dwuwymiaru, co wzmocnione jest efektem 3d. Ogólnie jednak cała gra wydaje się bardzo łatwa. Podczas mojej przygody zginąłem tylko 3-4 razy i to podczas konfrontacji z bossami. To jedyne miejsca, które mogą nam sprawić pewne problemy.

Sterowanie jest bardzo wygodne, sporą część operacji wykonujemy na ekranie dotykowym. Mając bogaty ekwipunek, możemy przełączyć się szybko między przedmiotami i dopasować je pod przyciski x i y.

zelda4

Grafika gry jest bardzo ładna, mocno nawiązująca do klasycznych odsłon serii. Praktycznie w każdym miejscu możemy przejść z widoku z góry, do kamery ustawionej przy ścianie, do której się przyklejamy. Efekt 3d jest dobrze wykorzystywany, szczególnie tam, gdzie mamy do czynienia z kilkoma piętrami widocznymi na raz.
Muzyka, jak zwykle, stoi na wysokim poziomie i nie mogło zabraknąć kultowych motywów. Każdy fan powinien być zadowlony z tego zestawu.

zelda5

Podsumowując The Legend of Zelda: A Link Between Worlds jest z jednej strony wycieczką w przeszłość. Z drugiej, wprowadzenie swobody w odkrywaniu świata, posiadanie całego wyposażenia na życzenie, nowa mechanika transformacji do dwóch wymiarów i dogodny system zapisu stanu gry sprawiają, że potencjalnie odsmażany kotlet smakuje wyśmienicie.

A Wy, które gry z serii macie The Legend of Zelda „zaliczone”?

Moja lista wygląda tak (w kolejności grania):

– The Legend of Zelda: Link’s Awakening (piękne czasy posiadania starego gameboya, wspaniała gra)

– The Legend of Zelda: Ocarina of Time – klasyka

– The Legend of Zelda: Majora’s Mask – niestety nie zmęczona do końca, będzie okazja przy remake’u na 3dsa

– The Legend of Zelda: The Minish Cap – również nie w całości, ale planuje nadrobić na wirtualnej konsoli WiiU

– The Legend of Zelda: Skyward Sword – wciąż planuję dokończyć

– The Legend of Zelda: A Link Between Worlds – tak!


rsx

 
Hardcorowy gracz na emeryturze, teraz gra tyle, na ile pozwala mu wolny czas. Prowadzi walkę, aby być na bieżąco z nowymi tytułami, ale zwykle mu się to nie udaje.


0 Komentarzy



Zostaw komentarz jako pierwszy!


Zostaw komentarz


(required)