The Drowning – recenzja

 
 
W skrócie
 

Podsumowanie: The Drowning rewolucją w moim odczuciu nie jest. Sterowanie akurat tutaj się sprawdza, ale nie wyobrażam sobie grać w bardziej dynamiczne FPSy w ten sposób. Problemem nie jest sterowanie. To nudna fabuła, powtarzalne czynności, schematyczność potyczek oraz model freemium czynią z tej gry kolejnego przeciętniaka, który usilnie nagabuje nas na każdym kroku, aby wyłudzić pieniądze. Mnie, bynajmniej, taka rozgrywka absolutnie nie interesuje, a ładne widoczki to nie wszystko. Delete.
 
Ocena
 
 
 
 
 
2.5/5


User Rating
22 total ratings

 

Plusy


Ładna grafika; Dużo rodzai broni

Minusy


Nudna, powtarzalna rozgrywka; Nieciekawa fabuła; 2 minutowe bezsensowne starcia


0
Posted 4 sierpnia 2013 by

 
Pełny artykuł
 
 


The Drowning było zapowiadane jako rewolucja w FPSach. Nowatorskie sterowanie miało sprawić, że nasze szczęki zostaną na podłodze i nigdy więcej nie będziemy chcieli wracać do systemu dwóch analogów. Myślę, że w przypadku tej gry, takie sterowanie się  sprawdza, bo to jeden z najnudniejszych, pozbawionych finezji i polotu pseudo FPSów jakie widziałem. W dodatku z koszmarnymi mechanizmami gier darmowych.

the drowning

Jeżeli spodziewałeś się tradycyjnego FPSa, pokroju Modern Combat czy NOVA, to musisz szukać gdzie indziej. The Drowning bardziej przypomina w strukturze Dead Trigger. Mamy więc do czynienia z luźno związanymi ze sobą lokacjami, do których możemy się dostać poprzez mapę.

Historia w grze nie jest zbyt porywająca, ale dobrze, że w ogóle jest. Na skutek globalnej katastrofy i skażenia wody ropą ludzie zamienili się w coś na kształt Zombie. Naszym zadaniem będzie przetrwać w tym nieprzyjaznym środowisku. Pomoże nam w tym kobieta, którą spotkamy na swej drodze oraz zapiski jej dziadka, który poukrywał przydatne dla nas rzeczy w różnych miejscach na mapie (tak jakby nie mógł tego zebrać w swojej szopie).

the drowning

Fabuła opowiadana jest poprzez statyczne przerywniki, w którym główny bohater tłumaczy co wydarzy się w następnej lokacji. Aby trafić z miejsca na miejsce będziemy musieli znaleźć części, potrzebne do naprawy pojazdu, który dziwnym trafem zawsze jest zepsuty i nie ma paliwa. Gdy już uda nam się zebrać wszystkie wymagane elementy trafiamy do następnej lokacji, gdzie musimy powtórzyć cały proces od nowa.

Wszystkie przedmioty zdobywamy podczas walki. Mamy do wyboru dwa rodzaje misji: ofensywne i defensywne. W każdej lokacji jesteśmy rzucani na środek planszy, a naszym celem jest przetrwanie dwóch minut, zabiciu jak największej ilości Zombie, zgromadzenie największej ilości punktów i odblokowania rupieci, służących do naprawy i ulepszania broni. To jest cała mechanika.

the drowning

Taktyka sprowadza się do tego, że znajdujemy sobie przyjemny kącik, gdzie umarlaki nie będą mogły zaatakować od tyłu i spokojnie czekamy, aż same do nas przybiegną. Gdy pojawi się taki delikwent strzelamy do niego ile wlezie i tak raz za razem. Stojąc w miejscu i mając odpowiednią broń jesteśmy w stanie spokojnie uzyskać 4 gwiazdki, wymagane do otrzymania kluczowego przedmiotu do naprawy pojazdu. Zombie, jak to zombie, nie stosują żadnej taktyki, tylko biegną na nas na oślep. Po zabiciu wyskakują z nich dodatkowe punkty, więc czasem trzeba się ruszyć o parę metrów, żeby je zebrać. W Dead Trigger Zombie mogły wyleźć zewsząd, nie było bezpiecznego miejsca, ciągle trzeba było być w ruchu. Tutaj tego nie ma. Zbędny ruch może nam tylko zaszkodzić. Robi się z tego bardzo statyczna zabawa.

the drowning

Im dalej, tym wrogowie stają się mocniejsi i jest ich więcej, a my musimy zdobyć większą ilość punktów / gwiazdek. Żeby to zrobić musimy dbać o rozwój naszego arsenału. W trakcie rozgrywki odblokujemy masę różnego rodzaju broni palnej: pistolety, karabiny, snajperki, kusze, granatniki – jest z czego wybierać. Aby zobaczyć ostatnią scenę fabularną, trzeba będzie odblokować je wszystkie. Będzie to niestety droga przez mękę. Dochodzą tu bowiem jakże lubiane mechanizmy gier freemium.

Każda wycieczka do lokacji kosztuje nas utratę paliwa, co oznacza, że po kilku rajdach musimy przerwać rozgrywkę. Przeciwnicy na dalszych miejscówkach są całkowicie odporni na wcześniej zdobytą broń, co zmusza nas do ciągłego inwestowania zdobytych śmieci w nowe narzędzia zagłady. Żeby to zrobić będziemy musieli ciągle powtarzać wcześniej odwiedzone miejsca i mozolnie zbierać odpowiednie graty. A gdy już odblokujemy nową broń, musimy czekać od kilku do kilkudziesięciu minut, aż będziemy mogli z niej korzystać. Nowa broń jest na poziomie 1, więc trzeba poświęcić dodatkowy czas, żeby ją ulepszyć. I tak w kółko. Dodatkowo wszędzie atakują nas zachęty do wydania prawdziwej kasy.

the drowning

Taki model nie jest dla mnie szczególnie ekscytujący. Powtarzanie ciągle tego samego, staje się szybko męczące, a kolejne identyczne starcia ciągną się jak flaki z olejem. Rozmyta fabuła wcale nie motywuje do odwiedzania nowych terenów, na których i tak będziemy robić to samo. Choć trzeba przyznać, że gdy się człowiek zatraci w tym głupawym systemie, może spędzić bezwiednie parę godzin i chcąc nie chcąc posunąć fabułę dalej.

Przejdźmy do „rewolucyjnego” sterowania. Przede wszystkim nie wyobrażam sobie grać w ten sposób w inne FPSy. Nie wiem czy to jest kwestia przyzwyczajenia. Myślę, że nie sprawdziło by się w typowej, dynamicznej rozgrywce, a tym bardziej w multiplayerze. Gra w The Drowning bardziej przypominała mi „celowniczki” niż prawdziwego shootera. W każdym razie tutaj się to sprawdza. Na tapnięcie palcem udajemy się we wskazane miejsce, a strzelamy przykładając dwa palce do ekranu. Pomiędzy nimi będzie oddany strzał. Dodatkowo możemy strafe’ować ślizgając dwa palce w lewo i prawo, a celownika snajperki używamy jak mapy google, rozszerzając lub zwężając paluchy. Oprócz tego na ekranie mamy przycisk zwrotu o 180 stopni oraz przycisk zmiany broni (możemy mieć 2 na raz).

the drowning

Używając taktyki „zaszyj się w kącie i strzelaj” sterowanie dawało radę, ale gdy chciałem troszkę pobiegać po mapie było już gorzej. Dosyć często też, gdy nie zgrałem na raz dwóch palców, zamiast strzelać biegłem, przez pomyłkę wskazując drogę. Można przełączyć się na sterowanie za pomocą wirtualnych analogów, ale wykonanie tego elementu jest zwyczajnie kiepskie. Do poziomu wygody z Deus Ex: The Fall dużo tutaj brakuje.

Nietypowe sterowanie ostatecznie nie okazało się fatalne, ale nazwanie go „rewolucyjnym” to duże nadużycie. Powiedziałbym raczej, że może sprawdzić się w określonych warunkach.

the drowning

Zostawiając za sobą powtarzalną, nudną rozgrywkę nie można odmówić grze tego, że wygląda świetnie. Silnik Unity daje radę, lokacje są dosyć szczegółowe, podobnie jak modele postaci. Niestety w ich projektach zabrakło większej różnorodności. Tak naprawdę wszystkie są do siebie podobne, a dodatkowo atakują w grupach co potęguje wrażenie wojny klonów. Przyjemnie się jednak patrzy jak giną, bo poszczególne części ciała latają w powietrze, krew się leje i skacze adrenalina. Niestety tylko bohaterowi w grze, bo ja nie odczułem żadnego dreszczyku emocji. Czułem się raczej jak w cyrku, gdzie przez 2 minuty musiałem robić z siebie błazna i głupawo walić w ekran dwoma palcami. Mina mojej dziewczyny bezcenna.

The Drowning rewolucją w moim odczuciu nie jest. Sterowanie akurat tutaj się sprawdza, ale nie wyobrażam sobie grać w bardziej dynamiczne FPSy w ten sposób. Problemem nie jest sterowanie. To nudna fabuła, powtarzalne czynności, schematyczność potyczek oraz model freemium czynią z tej gry kolejnego przeciętniaka, który usilnie nagabuje nas na każdym kroku, aby wyłudzić pieniądze. Mnie, bynajmniej, taka rozgrywka absolutnie nie interesuje, a ładne widoczki to nie wszystko. Delete.

by


rsx

 
Hardcorowy gracz na emeryturze, teraz gra tyle, na ile pozwala mu wolny czas. Prowadzi walkę, aby być na bieżąco z nowymi tytułami, ale zwykle mu się to nie udaje.


0 Komentarzy



Zostaw komentarz jako pierwszy!


Zostaw komentarz


(required)