Shadows of the Damned – recenzja (PS3)

 
 
W skrócie
 

Podsumowanie: Shadows of the Damned nie jest tytułem, do którego chce się wracać, ale jest bardzo solidną produkcją. Za pierwszym razem bardzo satysfakcjonującą.
 
Ocena
 
 
 
 
 
4/5


User Rating
16 total ratings

 

Plusy


Różnorodne, dobrze zrealizowane walki; Kreatywność w projektach potworów i poziomów; Konwencja i dialogi

Minusy


Robi złe pierwsze wrażenie; Całość technicznie nieoszlifowana; Sporo koślawych animacji


0
Posted 9 czerwca 2014 by

 
Pełny artykuł
 
 

Z cyklu „odświeżamy starocie, które wydały się nie dość dobre, żeby w nie zagrać w dniu premiery”. Dzisiaj przedstawiam wam Shadows of the Damned, która musiała poczekać prawie 3 lata na swoją kolejkę w czytniku blue-ray.

Nie wiem dlaczego, ale gdy gra się ukazała w sprzedaży ani ja, ani nikt z moich znajomych nie mieli ochoty poświęcić jej uwagi. A przecież trzy nazwiska:  Goichi Suda (No More Heroes), Shinji Mikami (Resident Evil) i Akira Yamaoka (Silent Hill) powinny rozpalić wyobraźnię każdego fana akcji – horroru w japońskim wydaniu. Dlaczego się tak nie stało? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Być może opowieść o meksykańcu w stylu Maczety, który odbywa drogę do piekła, aby uratować swoją narzeczoną, nie każdemu dobrze się kojarzyła. Przecież lepiej zabijać Zombie, amerykańskim komandosem. Cofnijmy się jednak wstecz i sprawdźmy czy Shadows of the Damned jest rzeczywiście tak miałka i bezbarwna, żeby nie dać jej szansy.

shadows of the damned

Skrótowo opisana przed chwilą fabuła właściwie w całości opisuje cały przebieg gry. Wcielamy się w postać łowcy demonów Garcię Hotspura, którego władca piekieł ma już serdecznie dość, dlatego wpada na szatański (a jakże) plan porwania jego narzeczonej. Garcia wspólnie ze swoim kompanem Johnsonem udają się na misję ratunkową. W pięciu aktach, które trwają około 8h, rozprawią się z hordami demonów, aby na końcu stoczyć ostateczną walkę z Flemmingiem, czyli samym królem zła. Pewnie myślicie, że fabuła ma drugie dno, a tylko wydaje się być pisana na kolanie? Otóż mylicie się, jest prosta jak konstrukcja cepa. Nic ciekawego się w niej przez te parę godzin nie pojawi.

Garcia i Johnson to dość specyficzna para. Zwłaszcza Johnson zasługuję na szczególną uwagę. To dezerter z armii demonów, który teraz występuje pod postacią gadającej, lewitującej czaszki. Poza tym umie zmieniać się w broń lub pochodnie. Podczas podróży ta dwójka będzie toczyła ze sobą dysputy i wymieniała się niewybrednymi żartami, mocno zabarwionymi erotyką i autoironią, co potrafi wywołać czasem uśmiech politowania, ale czasem dialogi są autentycznie śmieszne.

shadows of the damned

Gameplayowo Shadows of the Damned jest skrzyżowaniem Resident Evil (sposób prezentacji rozgrywki, strzelanie) z elementami zagadek przestrzenno – logicznych (znajdź klucz, zniszcz źródło mocy blokującej drzwi, itp.), jednak mocno nastawiona na rozwałkę i zamknięte „areny”, na których musimy pokonać określoną ilość wrogów.

Pierwsze wrażenia z gry nie są jednak dobre. Niestety w oczy kłują nieco toporne animacje, średnio ładna grafika i brzydko doczytujące się tekstury. Początkowi wrogowie to demony, które zachowują się wypisz wymaluj jak zwykłe zombiaki. Można by pomyśleć, że mamy do czynienia z biedniejszą wersją nowszych Residentów.

Na szczęście szybko się okazuje, że akcja dalej mocno się rozkręca. Twórcy przedstawiają nam nowych przeciwników, którzy dodajmy są bardzo twórczo zaprojektowani. Każdy z nich ma określony wachlarz możliwości i swoje słabe (choć wyraźnie zaznaczone) punkty, które nakazują zmianę taktyki walki w locie. Nasz arsenał mimo, że nie powiększa się z puli 4 dostępnych broni, też ewoluuje. Broń możemy ulepszać, zwiększając obrażenia, pojemność magazynka i szybkość przeładowania. Dodatkowo wraz z postępami fabuły pukawki przeradzają się w swoje udoskonalone wcielenia, wprowadza też alternatywne sposoby używania. Każda z nich daje dużą satysfakcję ze strzelania. Dzięki tym dwóm czynnikom walki się nie nudzą i stanowią przyjemne wyzwanie, choć trzeba przyznać że poziom trudności nie jest szczególnie wysoki.

shadows of the damned

Żeby było jeszcze weselej, co jakiś czas dochodzą kolejne urozmaicenia. Do gry wchodzi ciemność, która pozbawia nas wszystkich mocy, a gdy przebywamy w niej dłużej tracimy zdrowie. Musimy ją albo zlikwidować, szukając złotego kozła na ścianie, albo wykorzystać w trakcie walki do rozwiązania prostej łamigłówki. W trakcie potyczek okazuje się, że czasem lepiej użyć szarych komórek, niż na ślepo tracić cały magazynek na wrogów.

Walki bardzo mi się podobały. Zwłaszcza, że całkiem często mamy przyjemność zmierzyć się z wielkim bossem, który dodatkowo wprowadza nowe elementy do gameplayu.

Zaprojektowane poziomy są dość różnorodne. Twórcy starali się, aby poszczególne tereny piekła były utrzymane w nieco innej stylistyce. Mamy więc i przestrzenie bardziej otwarte, jak również miasta czy rozległe katakumby. Mamy też 3 poziomy, które są zupełnie inne niż wszystkie, ale to już zostawiam wam do odkrycia. Obraz cechuje jednak charakterystyczna paleta barw, która sprawia, że wszystko się ze sobą łączy, niezależnie gdzie jesteśmy.

shadows of the damned

Na każdym levelu mamy poukrywane znajdźki, apteczki (pod postacią mocnych trunków) i inne gadżety, a z wrogów wypada waluta, którą później możemy wymienić na ulepszenia u sympatycznego demona, pełniącego rolę sklepu.

Gra każe nam bawić się konwencją i nie straszy w przeciwieństwie do Resident Evil, a raczej rzuca wyzwania naszemu refleksowi i jest nastawiona na czystą rozrywkę. I może faktycznie, po takich nazwiskach spodziewałbym się czegoś więcej, ale odrzucając te myśli, dostałem grę, przy której bardzo dobrze się bawiłem. Trochę nieoszlifowaną, trochę miejscami głupkowatą, ale dającą sporo satysfakcji. Shadows of the Damned nie jest tytułem, do którego chce się wracać, ale jest bardzo solidną produkcją. Warto sprawdzić, zwłaszcza, że można ją dostać bardzo tanio.


rsx

 
Hardcorowy gracz na emeryturze, teraz gra tyle, na ile pozwala mu wolny czas. Prowadzi walkę, aby być na bieżąco z nowymi tytułami, ale zwykle mu się to nie udaje.


0 Komentarzy



Zostaw komentarz jako pierwszy!


Zostaw komentarz


(required)