Shadowgun: DeadZone – recenzja

 
 
W skrócie
 

Podsumowanie: Shadowgun: DeadZone to świetna strzelanka z fajną grafiką, a przede wszystkim wciągająca jak ruchome piaski. Żadnego narzekania na mikro płatności, bo nie są nachalnie wprowadzone. Jedynie proszę o więcej map i trybów gry. Ale i tak dam 5 gwiazdek, a co mi tam.
 
Ocena
 
 
 
 
 
5/5


User Rating
115 total ratings

 

Plusy


Grafika; gra z żywym przeciwnikiem; i to do tego międzyplatformowa; brak problemów z lagami

Minusy


trochę mało trybów i samych map


1
Posted 19 kwietnia 2013 by

 
Pełny artykuł
 
 


Marka Shadowgun na mobilnym sprzęcie zadebiutowała w 2011 r, narobiła sporo szumu piękną oprawą graficzną, „ innowacyjnym” sterowaniem oraz w końcu rozgrywką mogącą konkurować na równi z słynnymi Gersami z X360. Jak było każdy wie, Grafika owszem ładna, ale jak na mobilny sprzęt, sterowanie standardowe, a rozgrywka i historia niestety mogła wiązać przysłowiowe rzemyki Marcusowi i ekipie GOW (chociaż oni chyba nie biegają w sandałkach).

Shadowgun: DeadZone

wygląda to ładnie

Wypada szybko napomknięć o fabule singlowego Shadowguna. Sterujemy w niej kosmicznym skrzyżowaniem Bruce’a Willisa z Johnem McClane (zamierzone) i kosimy kosmicznych kosmitów na bazie statku kosmicznego i kosmicznej, jak by inaczej, planetoidy. Tyle o singlu, bo nie wciągnął mnie ni cholery. Ani historia, ani mechanika nie zmuszała mnie do ciągłego siedzenia przy iPadzie i odstrzeliwania brzydkich kosmicznych ryjów. Dlatego, gdy Mad Fingers ogłosiło Shadowguna w wersji dla wielu graczy, nie przejąłem się tym zbytnio i olałem tę produkcję. I dziś, choć sam jestem dziadkiem, przy okazji wypuszczenia Shadowgun: DeadZone w wersji 2.0 zainstalowałem tę darmową grę i walę się w pierś, prosząc Fingersów o przebaczenie.

Shadowgun: DeadZone

po śmierci kamera „lata” swobodnie po levelu i wyglada to przekozacko

Nie jestem jednym z tych, dla których każda gra powinna posiadać multi, bo dużo większą przyjemność czerpię z gier stricte singlowych, zagłębiając się w fabułę i rozgrywkę. Ale to, co walka sieciowa zrobiła z przeciętną produkcją, przechodzi moje najśmielsze oczekiwanie. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że to mój faworyt w kategorii rozgrywek sieciowych na iPada. Podchodząc na świeżo do tego tytułu, wymazując wspomnienia ze średniej odsłony single, bliższe mi jest tu porównanie do Unreal Tournament, niż do wymienionych wcześniej Gearsów. I co najlepsze, nie wiem czym jest to spowodowane.

Gra ciągle pozwala nam wykonywać czynności znane z singla (rzuty, sprint, kucnięcie za osłona i ostrzał zza rogu owej barykady), ale szczerze powiedziawszy jedyne co używam to sporadycznie rzutu, a jeszcze rzadziej chowania się za osłoną, w jednym z trybów. Generalnie wygląda to tak. Odrodzenie w losowym punkcie mapy, szukanie ofiary i pchanie całego magazynka w delikwenta. Ciśniemy dalej z tym koksem. Jest świetnie, respy są szybkie (max 6 sekund w DM), co tylko zachęca do wstrzelenia się w sam środek rozpierduchy.

Shadowgun: DeadZone

nasze małe baraki

Shadowgun: DeadZone oferuje możliwość wykupienia waluty dostępnej w grze, ale wcale nas do tego nie zmusza, co nie jest codziennością w dzisiejszych czasach. I chwała jej za to, że spotykając się na środku mapy nie ma wielkiej różnicy między kolesiem posiadającym konto Premium, a zwykłym graczem. Nie miałem większego problemu, aby co jakiś czas kupić sobie nową pukawkę i ją lekko podkręcić. Tu pojawia się jeszcze jedna cecha, bowiem strasznie narzekałem na nowo zakupiony shotgun. Na tyle kiepsko mi z nim szło, że wróciłem na jakiś czas do podstawowej broni, ale od kilku meczy spotykam się z coraz większą ilością przeciwników z shotgunem, którzy zamiast biegać i celować, wykonują rzut i strzał. I chociaż wiem, że taki dobry w tym nie będę, to spodobało mi się samo zróżnicowanie jakie daje ta aplikacja w kwestii stylu gry.

Shadowgun: DeadZone

jeszcze raz zajebisty spectator

Niestety znalazło się też miejsce, w których gra zawodzi. Chodzi mianowicie o tryby gry, których jest niestety tylko 2 (DM i Zone Control). I niestety chciało by się popykać w coś jeszcze, chociażby TDM, ale go nie ma. Map niestety też nie ma za dużo (łącznie bodajże 6).

O i zapomniałbym o najważniejszym, czyli możliwości sprawdzenia się pomiędzy graczami ze sprzętem Apple, a Androidowcami. Serwery mieszają między sobą wszystkich graczy, bez podziałów i tak powinno być.

Shadowgun: DeadZone

widać ze twórcy potrafią stanąć ponad podziałami platformowymi

Shadowgun: DeadZone to świetna strzelanka z fajną grafiką, a przede wszystkim wciągająca jak ruchome piaski. Żadnego narzekania na mikropłatności, bo nie są nachalnie wprowadzone. Jedynie proszę o więcej map i trybów gry. Ale i tak dam 5 gwiazdek, a co mi tam.

Shadowgun: DeadZone

SHADOWGUN: DeadZone

SHADOWGUN: DeadZone

by MADFINGER Games, a.s.


Aplikacja uniwersalna
za darmo

SHADOWGUN: DeadZone
Developer: MADFINGER Games
Price: Free*


mfn

 
Zdobywca podziemnych światów oraz były gwiezdny marines, fan cyberpunka i automatów arcade.


Jeden Komentarz


  1.  
    adam
     
     
     
     
     

    Jak tu biegać sprintem bo tylko tego nie moge ogarnac a ogólnie to ta gra jest zaje***. 😀





Zostaw komentarz


(required)