Samurai way of the warior – recenzja

 
 
W skrócie
 

Podsumowanie: Czy warto kupić tą kilkuletnią już grę? Moim zdaniem jak najbardziej tak, bo ciągle przynosi mnóstwo frajdy przy czym jest wymagająca. Dostajemy klimatyczny produkt z ciekawie rozwiązanym sterowaniem, który przyniesie wiele godzin zabawy.
 
Ocena
 
 
 
 
 
4/5


User Rating
109 total ratings

 

Plusy


-Ciekawe sterowanie -Klimat -Krwawe finishery

Minusy


-Miałka historyjka napędzająca akcje


0
Posted 9 marca 2013 by

 
Pełny artykuł
 
 


Mad finger, ta nazwa zobowiązuje. Studio, które od 2009 roku wydaje gry na nasze cuda technologiczne, wypuściło w owym roku ’09 grę, która wywindowała ekipę szalonych palców na szczyty popularności pośród deweloperów piszących na platformę iOS.

 

Widać ze będzie wesoło.

 

Tą grą był Samurai way of the warior, cofający nas do czasów feudalnej Japonii slasher. Opowiada historię Daisuke Shimada (przepraszam za brak odmiany, ale nie wiem jak to zrobić), który to zostaje wezwany do obrony małej wsi atakowanej przez nieczystą armię Lorda Hattoro oraz jego pobratymców. Naszym zadaniem, jak przystało na małomównego bohatera, jest wyzwolenie nękanego narodu z rąk demonicznego lorda, bla bla bla, wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Historia tej gry nie jest jej najmocniejszym punktem, gdyż to od lat powielany schemat cichego bohatera, który woli operować swym ostrzem niż językiem (co może nie podobać się większości napotkanych dam hehehe). Opowieść wyświetlana jest pomiędzy kolejnymi kill roomami w formie komiksu, który swoją drogą jest fajnie namalowany i z miłą chęcią przeczytałbym o zmaganiach naszego protoplasty w formie papierowej! Gdyby tylko ta historia została powiedziana trochę ciekawiej i zawierała więcej twistów fabularnych.

Ot historia pokazana w kadrach komiksu. Wykonanie fajne ale historyjka dosyć miałka.

Sposób sterowania naszym dzielnym wojakiem został rozwiązany w stylu arcyciekawym, mianowicie chcąc go przemieścić dotykamy punktu na ekranie, który nas interesuje i sam się tam udaje, bądź przytrzymujemy palec na ekranie i poruszamy w kierunku w którym życzymy sobie by się udał. Lecz jak to bywało w feudalnej Japonii uciskanej przez złego Władce, nie wypadało by, żeby taki dzielny samuraj mógł przejść swobodnie piętnaście kroków bez moczenia ostrza swej katany w krwi niegodziwych przeciwników.

Oko w oko z przeciwnikiem.

Podczas walki smagamy palcem po ekranie w dowolnym kierunku, a następnie postać powtarza za nami kierunek ciecia. Może zbyt ogólnikowo to opisałem, bo mówiąc dowolnym mam namyśli każdy kierunek, który odpowiada lewej-prawej-górnej lub dolnej części ekranu. Żeby nie było zbyt nudno, co jakiś czas odkrywamy nowe kombinacje, które pozwalają nam na zabijanie przeciwników. Giną oni w dość oczywisty sposób odchodząc do swojej japońskiej Valhalli, upadając twarzą do ziemi. Bynajmniej tak to wygląda w większości przypadków, bo jak sugerował ekran początkowy z opadającym Daisuke tnącym jednym cieciem trzy głowy i rękę wioskowych łobuzów, zdarzają się takie smaczki jak rozpłatanie w pionie od czubka głowy do czubka tej drugiej głowy( przy czym delikwent ten na sekundę zastyga w bezruchu, aby po chwili rozjechać się powoli na dwie równiutkie połóweczki), dekapitacje głowy, rąk, oddzielenie w pionie górnej części od dolnej części i ścięcie po ukosie w idealnym kacie 45′.

Jak widać trup ściele się gęsto.

Przy każdej efektowniejszej śmierci ekran na chwile czerwienieje, a arena walki zmienia kolor na efektowną czerwień podłogi, koloru sortowni pomidorów gotowych na zostanie przecierem. Walka jest emocjonująca i wymagająca, bo nawet na najłatwiejszym poziomie trudności, a są cztery, łatwo nadziać się na broń przeciwnika. Na trudniejszych poziomach emocje sięgają zenitu, gdy to pokonując dziesięciu zawodników, przy minimalnym pasku zdrowia pozostaje nam jeszcze ten najtrudniejszy na deser, a życie regeneruje się pomiędzy starciami.

I myk jak torcik na dwie równe części.

Areny wyglądają świetnie. Są to małe wioseczki pełne kwitnących na różowo drzew wiśniowych, pomosty prowadzące pomiędzy jedna osada a druga, kładki rybackie, małe skwery w środku wsi z fontanna w centrum. Wszystko na swoim miejscu i tak jak to powinno wyglądać. W tle podczas zmagań rozbrzmiewa muzyka składająca się z delikatnych orientalnych utworów, przerywanych świstami towarzyszącymi rozcinaniu powietrza ostrzem katany, bądź ciała przeciwnika.

Więc czy warto kupić tą kilkuletnią już grę? Moim zdaniem jak najbardziej tak, bo ciągle przynosi mnóstwo frajdy przy czym jest wymagająca. Dostajemy klimatyczny produkt z ciekawie rozwiązanym sterowaniem, który przyniesie wiele godzin zabawy.

Samurai: Way of the Warrior HD

Samurai: Way of the Warrior HD

by MADFINGER Games, a.s.

1.99 EUR

 

Od rsx:

Jeżeli chcecie dowiedzieć czegoś więcej o drugiej części gry – Samurai II: Vengeance, zapraszam do recenzji na android-fan.pl.

Samurai II: Vengeance

Samurai II: Vengeance

by MADFINGER Games, a.s.


Aplikacja uniwersalna
2.99 EUR


mfn

 
Zdobywca podziemnych światów oraz były gwiezdny marines, fan cyberpunka i automatów arcade.


0 Komentarzy



Zostaw komentarz jako pierwszy!


Zostaw komentarz


(required)