Motorblast – recenzja

 
 
W skrócie
 

Podsumowanie: Może ktoś lubi takie krótkie zmagania na trasach, może komuś nie będzie przeszkadzało to, że jeden tor trzeba pokonać naście razy, żeby coś odblokować. Jestem rozgoryczony i żałuje pieniędzy wydanych na tą grę. Można za tą cenę kupić Table Top Racing i Mini Motor Racing i mieć z nich dużo, dużo, dużo więcej frajdy. Daje jej dwie gwiazdki na pięć.
 
Ocena
 
 
 
 
 
2/5


User Rating
14 total ratings

 

Plusy


ładna grafika; ciekawe tryby gry

Minusy


za mało tras; monotonia; trasy są za krótkie


0
Posted 12 marca 2013 by

 
Pełny artykuł
 
 


Na przestrzeni ostatnich lat granie na sprzęcie mobilnym, szczególnie na „komórkach” ruszyło z kopyta, pozwalając graczom delektować się coraz to lepszymi i ładniejszymi grami, zostawiając w tyle nokiowego Snake’a, niczym Mona Lisa egipskie hieroglify, znajdowane w najciemniejszych zakamarkach grobowców. Ale nie tylko o grafikę chodzi, bo usprawniane są coraz to nowe mechanizmy i szczegóły, na które nie zwracało się kiedyś uwagi, tłumacząc że to tylko gra na komórkę, wiec nie ma co od niej dużo wymagać. Ale jako gracz nie chcę słuchać takiego tłumaczenia, chce grać w tytuły, które są wymagające, bezkompromisowe  i co najważniejsze satysfakcjonujące oraz nie próbujące się zakrywać jakimiś tłumaczeniami, że za słaby sprzęt czy niepotrzebna klawiszologia lub fabuła.

Motorblast

Tyczy się to w szczególności kategorii wyścigowej, a zwłaszcza wyścigowej, bo o ile w innych kategoriach mobilnej rozrywki idzie się ciągle do przodu, tak wyścigi pozostały, można by powiedzieć, w stagnacji. Zaraz usłyszę, że jest przecież Real Racing 3, który co prawda postawił milowy krok (albo jak kto woli pokonał milowy zakręt) w dziedzinie grafiki oraz odwzorowania fizyki jazdy (chociaż Real Racing 2 w tej kwestii postawił krok jeszcze większy), to reszta jest zwyczajną normą, która podciągnięta została pod te cholerne mikrotransakcje. Ale zostawmy temat Real Racing w spokoju, bo nie każdy ma ochotę na płacenie za wymianę oleju czy klocków hamulcowych, a tym bardziej nie każdy ma ochotę na czekanie, aż dostarczony zostanie do jego garażu nowy środek wirtualnej lokomocji. A jeśli ma, to i tak trzeba zrobić coś z tym czasem i najlepiej zająć się inna grą.

Tu, jeśli chodzi o poletko wyścigów na iOS, pojawia się studio Mad Procesor (swoją drogą czemu duża część developerów ma MAD w tytule?) ze swoją produkcją Motorblast, która już na screenach wygląda interesująco. Trailer utwierdził mnie tylko w tym, że jakby to głupio nie brzmiało, chciałem zagrać w ten mix Motorstorma i Mario Kart. Cena była znośna, chociaż nie było to standardowe 0.99$, tylko prawie 3$, a staram się nie kupować droższych gier (chyba, że są to pewniaki, ewentualnie wolę poczekać na jakąś przecenę). Ale miałem już do czynienia z inną grą chłopaków z Mad Procesor, a mianowicie Uber Racer’em, więc wziąłem ich kolejną produkcję bez dłuższego zastanawiania się. Już podczas ściągania gry na mojego iPada wyobrażałem sobie te emocjonujące wyścigi, pokonywanie zakrętów znane mi z Motorstorma właśnie, z dodaną możliwością ostrzelania przeciwników z różnych rodzajów broni miotanej, albo miotającej.

Motorblast

I oto po zagospodarowaniu czasu na tą produkcje muszę powiedzieć, że się srodze zawiodłem. Może srodze to mało powiedziane, gdyż jestem po prostu rozjeb/chany (skreślić wybrane, z naciskiem na ch) tym, jak daleko, a jednocześnie blisko tego magicznego czegoś był developer podczas tworzenia gry. Menu jest proste, wyświetla jakiś randomowy wyścig, a my na pierwszym planie grzebiemy się po opcjach. Myk, myk, myk, pokonuję kolejne okienka, aby ustawić sterowanie, z machania tabletem w powietrzu na klasyczne dotykowe. Kolejne trzy myki i już jestem przy wyborze auta, które jest tylko jedno na początku, ale za kolejne nie płacimy, tylko odkrywamy w trakcie naszej dominacji podczas wyścigów (co już nie jest takie oczywiste w tych czasach).

Pierwszy wyścig na zasadach klasycznych, czyli bez przeszkadzajek. Łącznie czterech zawodników, wszyscy w lepszych czterośladach niż ja, ale bez obaw „Marek kiedyś walczył z nie takimi wariatami, ale to było 20 lat temu”, cytując klasyka z filmiku Kumitsu. Pojazd sam przyśpiesza po rozpoczęciu wyścigu, czyli standard na tej platformie. Pierwszy zakręt i prosta, i zakręt, i nagle koniec pierwszego okrążenia. Po 17 sekundach. Najsłabszym z możliwych pojazdów. Trasa w stylu Daytony, jeśli chodzi o ułożenie zakrętów, czyli ciągle w prawo. Myślę sobie, pewnie trasa wprowadzająca nas w tajniki gry, więc nie marudzę i brnę dalej.

Motorblast

Wyścig numer 2 to wyścig na tej samej trasie z tą różnicą, iż dostajemy do tego karabin maszynowy w skrzyniach ze znajdźkami. No i fajnie, w końcu można powyżynać agresywnie jeżdżących przeciwników, co biorę jako plus, bo w tego typu grze nie powinno się jeździć jak niedzielny kierowca. Łapie więc skrzynię, karabin wysuwa się z szyberdachu (co jest fajnie animowane i zajmuje krótką chwilkę zanim będzie gotowy do użycia), ustawiam się po wyjechaniu z zakrętu na ogonie przeciwnika, gdyż brak tu auto celowania (co też uznaję jako plus) i FIRE FIRE FIRE!!!!! Przeciwnikowi robię z bagażnika jesień średniowiecza i przy akompaniamencie rozlatującego się auta, wybuchu i fruwających części, eliminuje frajera z dalszej rozgrywki. Póki co jest elegancko i to elegancko na wysokim poziomie, gdyż sam muszę unikać ostrzału kierowcy za mną. Nie przeszkadza mi to z cieszenia się jak dzieciak z tego, że moja maszynka po przyjęciu ołowiu zaczęła się rozlatywać – wygląda to świetnie. Kolejna skrzynia, kolejny zakręt i po dłuższym, tym razem, o 3 sekundy okrążeniu, ze względu na walkę o dominacje na torze, wyświetla mi się informacja, że to już ostatnie. Akcja się powtarza. Na kolejny plus, w tym wypadku, trzeba uznać tlące się zgliszcza pokonanego przeciwnika, gdzieś w połowie trasy, bo po nieodpowiednim uderzeniu w nie, nasze auto nie pojedzie dalej prosto. Może się zacząć kulać po trasie i zanim ustawimy je na wprost, zostaniemy wyprzedzeni przez resztę bandy. I tak po 50 sekundach kończy się pierwszy wyścig z możliwością destrukcji przeciwników. Trochę krótko, ale co tam, dalej na pewno będzie lepiej.

Nie, nie jest lepiej.

Przez kolejne kilkanaście (KILKANAŚCIE nie kilka) wyścigów jeździmy po tej samej trasie, urozmaiconej różnymi wariantami rozgrywki w stylu zbierania monet, mijania checkpointów (te wyścigi są najkrótsze – trwają po kilkanaście sekund), przy czym ten tryb cierpi na taką dolegliwość, że musimy idealnie wjechać w mały okrąg, aby został nam zaliczony. Następnie wersja z minami, która jawi się kiepsko przy pierwszym okrążeniu, lecz przy drugim zmienia się w emocjonujące manewrowanie pomiędzy nimi. Wersja z rakietami to ciągłe majaczenie gdzieś na ogonie przeciwnika. Każdy co chwilę otrzymuję, jako jedyną broń, rakietę samonaprowadzającą, która może raz dwa zmienić stawkę całego wyścigu. Kolejne wariacje nie są już takie emocjonujące. W przypadku wyścigu z samymi dopalaczami, zabawa sprowadza się do łapania skrzyni ze znajdźką i natychmiastowe naciskanie ikonki odpowiedzialnej za nitro. Jedyny plus tego trybu to animacja, która ukazuje wysuwane z szyberdachu dwa silniki odrzutowe, co wygląda zabawnie. I tak w koło Macieja do porzygania. Kilkanaście wyścigów na kolejnej trasie, w kilkanaście różnych trybów staje się po prostu męczące. Nawet odblokowanie nowych aut, które prowadzą się inaczej i mają własne animacje przy używaniu znajdziek nie daje satysfakcji z powodu najzwyczajniejszej powtarzalności.

Motorblast

Trasy same w sobie wyglądają znakomicie. Na szutrową drogę wdziera się roślinność, radosna małpa gdzieś się buja na lianach, przeleci jakiś dwupłatowiec nad głowami, przejeżdżamy przez mostki i wodospady. Po prostu klasa. Widać, że ktoś się trochę przy nich narobił, ale co z tego skoro są tak cholernie krótkie!!!! Cała frajda z tej gry, wszystkie pojedynki na trasie czy to przepychanki maszynami czy przy użyciu ognia, wszystkie widoki i tryby gry, wszystko to zdycha przez zmęczenie powtarzalnością tras i ich długością. Ta gra prosi się o dłuższe zmagania. Później dochodzi, co prawda jakiś tryb prostych misji, ale i tak najpierw trzeba do niego dotrwać, co okazuje się prawdziwym wyzwaniem i męczarnią, bynajmniej w moim przypadku. I do tego całkowity brak muzyki podczas wyścigów, wynagradzany jest puszczaną ciągle, jedną kiepską piosenką w menu. Non stop jeden kawałek.

Motorblast

Na zakończenie chcę podkreślić, że to moje osobiste odczucia związane z tą grą. Może ktoś lubi takie krótkie zmagania na trasach, może komuś nie będzie przeszkadzało to, że jeden tor trzeba pokonać naście razy, żeby coś odblokować. Jestem rozgoryczony i żałuje pieniędzy wydanych na tą grę. Można za tą cenę kupić Table Top Racing i Mini Motor Racing i mieć z nich dużo, dużo, dużo więcej frajdy. Daje jej dwie gwiazdki na pięć. Nie testowałem Multi – może być tam lepiej.

Jeśli nie przeszkadzają ci wyżej wymienione minusy to dodaj sobie półtora albo nawet dwie gwiazdki. Jak dla mnie jest to gra zepsuta przez dwie wady, które są nie do wybaczenia. Niestety będzie trzeba wrócić to Uber Racer’a, który przy patchu 1.3 poprawił znacznie walory estetyczno graficzne co oznacza, że gra wygląda ładniej i przy okazji bardziej przypomina mi klimatycznie Motorstorma.

 

Motorblast

Motorblast

by Mad Processor


Aplikacja uniwersalna
0.99 EUR


mfn

 
Zdobywca podziemnych światów oraz były gwiezdny marines, fan cyberpunka i automatów arcade.


0 Komentarzy



Zostaw komentarz jako pierwszy!


Zostaw komentarz


(required)