He-Man: The Most Powerful Game in the Universe- recenzja

 
 
W skrócie
 

Podsumowanie: Prosty, acz ciekawy tytuł, nieepatujący niepotrzebną brutalnością. Jeśli masz tam jakiegoś dzieciaka i chcesz mu pokazać, o co chodziło kiedyś w bajkach i grach to He-Man: the most powerful game in the universe jest świetnym przykładem.
 
Ocena
 
 
 
 
 
4/5


User Rating
296 total ratings

 

Plusy


Ładna grafika, humor, uwalniane wspomnienia

Minusy


przy dłuższych sesjach może nieco nużyć


1
Posted 25 kwietnia 2013 by

 
Pełny artykuł
 
 

He-Man: The Most Powerful Game in the Universe

szkieletor w wolnych chwilach uczy się programować

The 80’s. Kulturyści pompują stal, zmuszając swoje tkanki mięśniowe do rozrostu do niebotycznych rozmiarów. Po ziemi stąpają bogowie, swą sylwetką budzą podziw zwykłych śmiertelników. Schwarzenegger, Stallone, Lundgren – młodzi, wysportowani mogący zatrząść całym światem. Arnold został misterem uniwersum, przeorał całą Cymerie, rozje**ł Predatora i cofnął się w przeszłość i to dwa razy, a to wszystko przed obiadem. Tak wyglądali idole. Oni, podziwiani przez śmiertelną masę, bogowie ekranu, kruszący płyty chodnikowe swymi krokami. Kultura ciała wypromowana do granic możliwości. Każdy chciał ukroić, chociaż kawałek tego finansowego tortu i firma Mattel wprowadziła w na rynek serie zabawek wspartą serialem animowanym, pod nazwą HE-MAN i władcy kosmosu.

He-Man: The Most Powerful Game in the Universe

walka na mostku, podczas erupcji wulkanu. MANLYYY!!!!!!

Każdy zna He-Mana. To taki animowany Arnold, rozrośnięty tak, że jego mięśnie mają mięśnie. Mieszka w kosmosie w retro – futurystycznym królestwie, posiada miecz mocy, który pozwala mu osiągnąć jeszcze więcej siły, jeździ na bojowym tygrysie. He-man posiada arcywroga Szkieletora, który jest napakowanym szkieletem. Wszystko to podane w konwencji latających statków, jaskiń/lochów i magii wymieszanej z technologią przyszłości sprawiało, że stał się postacią kultową. Każdy dzieciak, zanim chciał zostać kosmicznym marinesem stającym oko w oko z obcą istotą z kosmosu, policjantem śmigającym na bosaka po opanowanym przez terrorystów budynku czy bokserem rozwalającym rosyjskiego championa jednym sierpowym przy akompaniamencie „AMERICAAAAA FUCKK YEEAAAAHHHH!!!” chciał zostać He-manem. Powtarzam każdy jeden dzieciak chciał być wybrańcem POSĘPNEGO CZEREPUUUU…

He-Man: The Most Powerful Game in the Universe

siła posępnego czerepu

Mattel powierzył/sprzedał prawa na produkcję gry niesławnemu (z powodu makro – mikro płatności) Chillingo, które wepchało mimo wszystko jakieś tam możliwości uiszczenia dodatkowej wpłaty. I moim zdaniem mieli ciężki orzech do zgryzienia, bo z której by to strony nie ruszyli, jest to tematyka kultowa w większości kręgów na ziemi. Stworzyli więc oni prostego platformera z ładną grafiką 2d i przenieśli w czasy jako tako współczesne. Oto Szkieletor napisał aplikację na urządzenia mobilne w Eterni, która opowiada historię He-mana i nazywa się… He-man: najpotężniejsza aplikacja w całej galaktyce. He Man zwabiony by popykać w nią trochę, wpada w zasadzkę i dalej jest już z górki.

He-Man: The Most Powerful Game in the Universe

przy zaliczeniu deda mamy jeszcze szanse na małą wygraną w loterii

Podczas swojej podróży przez Eterie napotkamy cała plejadę postaci z serialu animowanego. Aby nie stwarzać zbyt nadętej historyjki, postawiono na humorzastą przerysowaną fabułkę o jeszcze bardziej umięśnionych wojownikach, żyjących swoim życiem, lecz pamiętających o czasach swojej prawdziwej świetności. Nieliczne dialogi tylko to potwierdzają. Przykładowo gdy spotykamy Orko, informuje nas o możliwości wsparcia swoją magią i że jest w niej dobry, bo trenuje od lat 80’tych. Zbrojny rycerz znowu został napadnięty przez sługusów Szkieletora z opuszczonym działem, na co He-Man odpowiada, że każdemu mężczyźnie czasami się to zdarza. Gra jest pełna humoru, nawiązań do serialu i właśnie lat 80’tych. Animacja jest skromna (co Szkieletor nam raz wypomina), ale ładnie narysowana. Sama gra to bieganie po etapach, łupanie gumbasów i przerywane aktywowanie od czasu do czasu super mocy w towarzystwie okrzyku BY THE POWER OF GRAYSKULL I HAVE THE POWERR!!! Umiejętności jeszcze większego dopakowania protagonisty, sprawiają że posyła on jednym ciosem przeciwników w stronę ekranu. Czasami zdarzają się inne urozmaicenia, np. ucieczka przed Beastmanem.

He-Man: The Most Powerful Game in the Universe

jeden z wielu humorzastych dialogów

Szczerze powiedziawszy nie zauważyłem zbytnio muzyki. Podczas rozgrywki i przy dłuższych posiedzeniach gra może się lekko zacząć nużyć, ale dawkowana w seryjkach 30 do 50 minut, potrafi przynieść wiele frajdy i ruszyć wspomnienia o czasach, gdy zamiast przy komputerze, mały człowiek po całym tygodniu swawolnego hasania czekał na sobotni poranek i emisje „Władców Wszechświata”.

He-Man: The Most Powerful Game in the Universe

trafiamy też na większe poczwary

Tak powinno się przywracać dawne, nieco zapomniane już tytuły. Nie robić z nich niepotrzebnej sieczki, czy przyciągać tylko znaną marką i grać na wspomnieniach, bo nimi trzeba umieć operować, pozwolić samym się uwalniać, podsuwając pewne nawiązania do starych czasów. I za to jestem autorom wdzięczny, że nie zeszmacili tej gry na potrzebę zdobycia kasy. Prosty, acz ciekawy tytuł, nieepatujący niepotrzebną brutalnością. Jeśli masz tam jakiegoś dzieciaka i chcesz mu pokazać, o co chodziło kiedyś w bajkach i grach to He-Man: the most powerful game in the universe jest świetnym przykładem.

He-Man: The Most Powerful Game in the Universe

Eteria w całej krasie

 

by


mfn

 
Zdobywca podziemnych światów oraz były gwiezdny marines, fan cyberpunka i automatów arcade.


Jeden Komentarz


  1.  
    Tygrys
     
     
     
     
     

    Mialam okazje niedawno posiasc na chwile iPada i zagrac w gre – w he-mana. Po przejsciu pierwszej planszy zostaje odblokowana wersja she-ra, ktora wg mnie jest lepsza, byc moze dlatego, ze rowniez jestem babka. Poza tym, latwiej sie steruje – postac jest bardziej plynna – pewnie cos z kobiecosci przypisali jej autorzy gry oraz mozna wyzej podskoczyc. No i wiadoma sprawa, ze przyjemniej sie patrzy na jednorozca, ktory tecza rozwala przeciwnikow, niz wasatego kolesia strzelajacego z laserka(w ramach wykupionych bonusow). Wersja meska jest trudniejsza i ciezej jest w pozniejszych poziomach zdobyc wszystkie gwiazdki, a koniec jest wcale nie zaskakujacy, wrecz nudny – stad ocena 4. 🙂





Zostaw komentarz


(required)