Czas na anime: Kill la Kill

 

0
Posted 27 grudnia 2014 by

Jeśli miałbym szybko określić charakter anime Kill la Kill, to powiedziałbym, że to połączenie Dargon Ball z Czarodziejką z Księżyca na potężnych dopalaczach. Kill la Kill to istny szał – całkowicie świadomy tego, jak bardzo jest niedorzeczny. Dzięki temu na ekranie nie ma chwili wytchnienia dla oczu, ciągle coś się dzieje. Ale żeby docenić tą serię należy na wstępie wyłączyć zdrowy rozsądek.

Gdy zobaczyłem pierwszy odcinek Kill la Kill pomyślałem w duchu: co to do cholery ma być? Nakreślona w pierwszych kilkudziesięciu minutach fabuła nie chciała trzymać się kupy. Rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Do Akademii Honnōji, liceum górującego nad sporej wielkości miastem, trafia dziewczyna z wymiany Ryuuko Matoi, uzbrojona w miecz, w kształcie połowy nożyczek (tak, takich krawieckich). Ryuuko szuka tajemniczego zabójcy swojego ojca i ma przeczucie, że tu go właśnie znajdzie. Prawdopodobnie jest nim Satsuki Kiryuuin, która twardą ręką rządzi szkołą.

kill-la-kill-4

Liceum Honnōji wyróżnia się na tle innych. Tutaj uczniowie robią wszystko, aby zdobyć tzw. „wystrzałowe mundurki”, które wzmacniają cechy osobowości właściciela. Mundurki są wykonane z „żywego materiału” i dzielą się na trzy klasy: z 10, 20 i 30 – procentową zawartością tej niezwykłej tkaniny. Większy udział procentowy żywego materiału w ubraniu jest nie do zniesienia dla jego posiadacza, ponieważ ubranie żywi się krwią osoby noszącej. Posiadanie mundurka wiąże się z klasą społeczną i przywilejami całej rodziny. Gdy dziecko zdobędzie mundurek, cała rodzina może zamieszkać w lepszej dzielnicy miasta.

Wkrótce jednak główna bohaterka wchodzi w posiadanie „boskiego wdzianka” – mundurka, który jest stworzony w 100% z żywego materiału, który na dodatek mówi! Skąd się wziął mundurek? Dlaczego umie mówić? Dlaczego Ryuuko jest w ogóle w stanie go nosić? Na to pytanie będziemy wraz z bohaterką szukać odpowiedzi.

kill-la-kill-2

Przyznacie, że tak skrojona fabuła raczej średnio zachęca do dalszego seansu. Wystrzałowe mundurki od razu skojarzyły mi się z wdziankami czarodziejek. To wrażenie dodatkowo wzmocnił fakt, że Ryuuko, podobnie jak Usagi przechodzi transformację i w magiczny sposób przywdziewa „boskie wdzianko”. Ale coś mi tu nie grało. Sama przemiana nie przebiegła grzecznie jak w czarodziejce. Przemiana w Kill la Kill, to efektowna ekspozycja wszystkich części kobiecego ciała, a sam strój właściwie więcej odsłania niż zakrywa. Ok, teraz może być tylko lepiej…

I na szczęście nie porzuciłem oglądania Kill la Kill. Fabuła każdego odcinka to uczta dla każdego miłośnika anime. Jest tu wszystko. Ryuuko toruje sobie drogę do właścicielki szkoły pokonując coraz mocniejszych przeciwników, których mundurki ewoluują i czynią z nich maszyny do zabijania. Jednocześnie te wszystkie przemiany są tak głupawe, że aż łezka się w oku kręci, gdy za młodu wpatrywało się w telewizor, gdzie Sailor Moon walczyła z potworem – fryzjerką strzelającą grzebieniami. Tu jest podobnie, uczniowie sekcji dętej atakują nutami, bokserskiej – mają nieproporcjonalnie wielkie rękawice, ogrodnicy atakują łopatami. Tyle, że rozmach tych walk jest porażający. Trup ściele się gęsto, mury szkoły co i rusz są naruszane atakami przypominającymi te z Dragon Ball. Podobnie bohaterowie zanim dokonają specjalnego ciosu, najpierw wykrzykują swoje „zaklęcia”, czy nazwy ataków. Nie brakuje tu również nawet potrójnych ewolucji mocy bohaterów, co wizualnie jest zaznaczone przez dorysowane, nowe atrybuty mundurków. Sceny walk są z gatunku najlepszych. Na ekranie dzieje się czysta niedorzeczność, miecze się krzyżują, fale uderzeniowe spotykają, postaci prawią sobie słodkości, w jaki sposób się pokonają. Odjazd. A to nie koniec.

kill-la-kill-1

Oprócz scen walki Kill la Kill przepełnione jest humorem. Niezdarna koleżanka głównej bohaterki – Mako, nie była by sobą, gdyby w każdym odcinku nie odstawiła swojego przedstawienia, które zwykle jest przekomiczne. Mocne sceny walki nierzadko przerywane są komediowym gagiem, które rozładowuje napięcie. Czysto żartobliwe jest również przedstawienie całej rodzinki Mako. Od kiedy Ryuuko się do nich wprowadza, głównym punktem honoru Ojca i brata Mako, jest podglądanie głównej bohaterki, gdy ta się przebiera. Sceny jedzenia są jedne z najśmieszniejszych, jakie widziałem. A gdy na ekranie pojawia się frakcja walcząca z noszeniem mundurków – nudyści, robi się jeszcze bardziej niedorzecznie. Nudyści nie są tutaj przenośnią, a te ich roboty – to trzeba zobaczyć samemu, żeby uwierzyć, że ktoś wymyślił coś takiego.

kill-la-kill-3

Serial byłby na dłuższą metę nie do zniesienia, gdyby oferował tylko sceny walki okraszone humorem. Kill la Kill im dłużej trwa tym bardziej staje się wciągający. Okazuje się, że w całym tym szaleństwie jest reguła, a fabuła robi się coraz ciekawsza. W serialu nie brakuje kilku naprawdę zaskakujących zwrotów akcji. Nie brakuje momentów, w którym myślimy po cichu: wstawaj Ryuuko, dasz radę 😉 Z odcinka na odcinek sceny stają się bardziej epickie, bardziej niesamowite, transformacje bardziej niedorzeczne, a moce bohaterów diabelsko silne. I wciąż jest równie śmiesznie.

Takie się tu pojawiają smaczki...

Takie się tu pojawiają smaczki…

Kill la Kill był emitowany w 2013 r w Japonii, a w 2014 r wydany w Stanach, jest to więc całkiem świeża produkcja. Co ciekawe, jest to oryginalny projekt telewizyjny, nie będący adaptacją mangi. Kreska serialu nie jest jednak nowoczesna, raczej nawiązuje duchowo do serii, które przytaczałem: Czarodziejki i Dragon Ball. Nie wiem czy jest to zabieg celowy, czy po prostu anime z takim rozmachem łatwiej było narysować w takiej stylistyce. W każdym razie, nie można powiedzieć, że serial jest brzydki. Wręcz przeciwnie. Chce zwrócić też uwagę na bardzo fajny motyw muzyczny openingu, jak również bardziej lirycznego endingu. Oba zostały mi w głowie.

Jeśli tęsknisz za Czarodziejką z Księżyca, ale wstydzisz się do tego przyznać, jeśli Dragon Ball masz w jednym palcu i brak ci super mocy uwalnianych przez bohaterów – właśnie znalazłeś produkcję dla siebie. Dla mnie – chyba najbardziej dynamiczny serial jaki widziałem. Świetnie się przy nim bawiłem.

 


rsx

 
Hardcorowy gracz na emeryturze, teraz gra tyle, na ile pozwala mu wolny czas. Prowadzi walkę, aby być na bieżąco z nowymi tytułami, ale zwykle mu się to nie udaje.


0 Komentarzy



Zostaw komentarz jako pierwszy!


Zostaw komentarz


(required)